Back to Travel Photo Gallery

Back to Personal Page
Ten artykuł został przedstawiony w grudniu 2004 do opublikowania w Kurierze Plus, tygodniku wydawanym w Nowym Jorku, ale niestety nie został przyjęty z powodu "braku miejsca".  Poniżej wersja uaktualniona we wrześniu 2005 roku z kilkoma odnośnikami iternetowymi.  Skrócona i wyłagodzona wersja nie znalazła też i miejsca w Rzeczpospolitej...

 

Książę Ciemności w Kurierze Plus

Na początku listopada wymienialiśmy się ze znajomymi odnośnikami do wywiadu zamieszczonego w Rzeczpospolitej z nieztrudzonym neokonserwatywnym propagandzistą Richardem Perle.  A tu patrz, nasz ulubiony organ przedrukował go dla wzmocnienia świadomości politycznej naszych czytelników.  Ale tekst ten wymaga pewnych komentarzy.

Zacznijmy od osoby Richarda Perle.  Oprócz oficjalnych stanowisk i tytułów wymienionych w artykule, czytelnicy Rzepy (i Kuriera Plus) powinni może wiedzieć nieco więcej na temat tej szarej eminencji układu polityczno-wojskowego.  W 1983 był przedmiotem dochodzenia gdy odkryto, iż jako zastępca Ministra Obrony w Administracji Reagana zarekomendował kupno broni od izraelskiej firmy, od której wcześniej przyjął 50 tys. dolarów wynagrodzenia za „konsultacje”.  W 1996 roku był współautorem, razem z Douglasem Feithem (o nim kilka słów póżniej), raportu dla nowo wybranego premiera Izraela Benyamina Netanyahu pt. "Zdecydowany Zwrot:  Nowa Strategia Zabezpieczenia Stanu Posiadania” (A Clean Break: A New Strategy for Securing the Realm), w którym radzili Netanyahu by zerwał wszelkie negocjacje z Palestyńczykami i zaanektował okupowane terytoria.  Doradzają też iż by Izrael był prawdziwie bezpieczny konieczne jest zniszczenie reżimu Saddama Husseina (jest 1996!). Na przestrzeni lat Perle jest aktywny w wielu przedsięwzięciach na pograniczu bizesu i polityki, głównie pośrednicząc w transakcjach i inwestycjach zbrojeniowych w trójkącie Turcja, Arabia Saudyjska i Izrael.  W sierpniu 2003 roku Perle, występujący w szacie “experta” Pentagonu, był współautorem arykułu w Wall Street Journal zachwalającego kontrowersyjny, później odwołany, kontrakt na dostawę latających cystern Boeinga dla amerykańskiego lotnictwa.  W artykule nie było oczywiście mowy o tym że... Boening zadeklarował zainwestowanie w powstającą firmę Perla, Trireme Partners, 2.5 milionów dolarów.  Hollinger International (o którym poniżej) dołożył drugie tyle. Właśnie tego typu działalość i machinacje, gdzie wykorzystuje swe wejścia w Waszyngtonie i na Bliskim Wschodzie, a także ponure prognozy geo-polityczne zyskały mu przydomek „Ksiażę Ciemności” (Prince of Darkness). 

Do niedawna Perle był również członkiem rady nadzorczej brytyjskiego konglomeratu medialnego Hollinger International i prawą ręką jej szefa, Konrada Blacka.  Firma ta, jako właściciel The Chicago Sun-Times, The Jerusalem Post i The Sydney Morning Herald, między innymi, niestrudzenie popierała cele neokonserwatystów i stronników prawicowej partii Likud w Izraelu.  Naciski nowych włascicieli Jerusalem Post na bardziej radykalną, pro-Likud linię edytorialną pisma spowodowały protesty i rewoltę 31 dziennikarzy tej umiarkowanej (jak na Izraelskie stosunki) gazety.  Konrad Black został niedawno usunięty ze swojego stanowiska wskutek oskarżeń o malwersacje i śledztwa brytyjskich władz.  Richerd Perle jest przez te same władze oskarżony o przymykanie oka na te nadużycia, otrzymując w tym samym czasie milionowe bonusy od Mr. Blacka.  Kółko sie kręci.  Amerykańskie Ministerstwo Sprawiedliwości prowadzi dochodzenie czy Mr. Perle nie złamał amerykańskiego prawa w związku z aferą Hollinger International.  Pośród oskarżeń o konflikty interesów został on w międzyczasie zmuszony do rezygnacji najpierw z pozycji Przewodniczącego Rady Polityki Ministerstwa Obrony USA a potem w ogóle z zasiadania w tej Radzie. Najwyraźniej redaktorom Rzepy nie wypadało poinformować swych czytelników o tych drobnych kontrowersjach by nie podrażnić bohatera ani obniżać jego statusu.

To, że Perle wykorzystując karierę w Administracji zbił miliony na boku, w końcu nie jest niczym niezwykłym. Znacznie groźniejsze jest piętno jakie wycisnął na amerykańskiej polityce zagranicznej.  Jak wspomniałem powyżej, w 1996 doradzał Benjaminowi Netanyahu w sprawach izrelskiego interesu narodowego.  Jak można łatwo się więc domyślić, Perle należy do tych, którzy mają kłopoty z odróżnianiem interesu USA od interesów Izraela.  Jego być może najwiekszym sukcesem (i klęską dla USA) było złatwienie posady zastępcy Ministra Obrony dla swego byłego asystenta i protegowanego Douglasa Feitha. 

Pan Feith, do chwili obecnej trzeci co do ważności urzędnik Pentagonu (po Rumsfeldzie i Wolfowitzu), był aktywnym działaczem Amerykańskiej Organizacji  Syjonistycznej (Zionist Organization of America).  Przed objęciem posady zastępcy Ministra Obrony (USA!), Mr. Feith był właścicielem małej firmy adwokackiej w Waszyngtonie, na której dwie trzecie obrotów składało się reprezentowanie interesów... zgadza się, izraelskich firm zbrojeniowych!  To właśnie Mr. Feith po zamachach 9/11 stworzył w Pentagonie Biuro Planów Specjalnych (Office of Special Plans), którego głównym zadaniem było gromadzenie, za plecami CIA, wszelkich możliwych materiałów obciążających Irak. (Więcej można sobie przeczytać na przykład na stronie brytyjskiego Guardian: www.theguardian.com/world/2003/jul/17/iraq.usa ).

Neokonserwatyści, ktorych czołowymi przedstawicielami są właśnie Perle i Feith, parli od dawna do likwidacji Iraku Husajna jako największego zagrożenia dla interesów Izraela.  Media amerykańskie, w dużej mierze przychylne Izraelowi, wykorzystały różne materiały skompilowane między innymi przez Office of Special Plans prowadzone przez Feitha (yellow cake, rurki do wirowek, ruchome laboratoria z bronią biologiczną, poparcie dla Al-kaida, związek z 9/11 etc.) do bicia w bębny wojenne celem zniszczenia Iraku.  Główną winą tego kraju był stosunkowo wysoki poziom rozwoju infrastruktury, medycyny, oświaty, przemysłu (uzyskany między innymi przy pomocy polskich firm), względna siła armii no i zbytnia bliskość do Izraela.  Oczywiście, że partia wojenna miała ważnych sojuszników w kręgach myślących o strategicznych rezerwach ropy i w fundamentalistach chrześcijańskich z mentalnością  nieobcą krzyżowcom.  Ale krwawa przygoda w Iraku to temat na inną okazje (polecam tutaj artykuł Buchanana: www.theamericanconservative.com/articles/whose-war/ ).

Wracając do Perle, ci, którzy z niedowierzaniem i przerażeniem oglądali w miesiącach poprzedzających atak na Irak zaciekłą kampanię neokonserwatystów w mass mediach pamiętają, że był on jednym z kilku najczęściej występujących i powtarzających bezwstydne kłamstwa i naciągane strachy-na-lachy wysmażone w kuchni Douglasa Feitha.  Do dzisiaj 70% tych, który głosowali na Busha jest przekonana że Irak był współwinny 9/11 i że w Iraku znaleziono bronie masowego rażenia.  Jest to przerażająca statystyka.  Każdy ma prawo do swych opinii i do głosowania na swego ulubionego kandydata.  Ale inaczej przedstawia się sprawa ze sprawdzalnymu faktami.  Jeśli taka masa ludzi w kraju o tak wielkiej ilości rzekomo niezależych mediów i powszechnej wolności może mieć tak sprane mózgi to jesteśmy w dużych tarapatach, tym bardziej że zabraliśmy się do exportu naszych osiągnięć i ideałów za pomocą czołgów!  Łezka się toczy na wspomnienie PRL-u, gdzie przynajmniej większość ludzi sobie kpiła z nieudolnej propagandy.

Trudno się więc dziwić, że w swoim wywiadzie na temat globalnych zagrożeń Perle unika wszelkiej dyskusji o przyczynach i zapleczu terroryzmu.  O tym na przykład, że źródłem niechęci do USA na całym niemal świecie, a powszechnej wręcz nienawisci w świecie islamskim, jest poparcie i finansowanie izraelskiej okupacji i zwierzęcego wręcz traktowania trzeciego już pokolenia Palestyńczyków wyrzuconych ze swojej ziemi (sugeruję przeczytać, co myślą o tym niektórzy uczciwi Izraelczycy:  www.seruv.org.il/defaulteng.asp ).  To właśnie chęć rewanżu za tę politykę rekrutuje samobójczych terrorystów, którzy nie mają innej możliwości walki o swoje (mowa o terrorystycznych zamachach w Izraelu i USA).  Prawie cała ostatnia taśma Bin Ladena wypuszczona tuż przed wyborami prezydenckimi w USA jest poświecona wyłożeniu tej tezy.  Podobnie na stronie 154 oficjalnego Raportu Amerykanskiej Komisji 9/11 można sobie przeczytać, że jedną z rozważanych wersji zamachu było wylądowanie jednego z porwanych samolotów na lotnisku amerykańskim, zabiciu wszystkich mężczyzn na pokładzie dla przyciągnięcia uwagi mediów i odczytanie manifestu potępiającego poparcie USA dla Izraela. Ale nawet to nie przeszkodziło amerykańskim mass mediom w pogrzebaniu kwestii przyczyn terroryzmu.

Nic dziwnego więc, że olbrzymia większość Amerykanów zapytana o źródło 9/11 odpowie groteskową zbitką, iż zamach był spowodowany tym, że „religijni islamczycy nienawidzą naszą wolność.”  Niemal nikt z zapytanych przeze mnie, wykształconych skoniąd Amerykanów nie potrafił powiedzieć co ONI (t.j. Al- kaida i jej sympatycy) przedstawiają jako powód tej nienawiści i żądzy zemsty.  Zrozumienie motywów przeciwnika jest niezbędne do skutecznego rozwiązania problemu, niekoniecznie na gruncie militarnym, co poprzednicy Toni Blaira odkryli na szczęście dawno temu w odniesieniu do Irlandii Północnej.  Nawet jeśli Al- kaida, poza najbardziej nośną w świecie arabskim sprawą okupacji Palestyny ma też inne cele, takie jak usunięcie baz amerykańskich z Arabii Saudyjskiej, ograniczenie wpływu „kultury” amerykańskiej spod znaku MacDonalda i Playboya (Bóg im dopomóż), czy nawet nawrócenie niewiernych.  To, że Perle nie podjął tematu przyczyn terroryzmu, nie jest zaskoczeniem.  Ale obowiązkiem interlokutora (red. Bronisław Wildstein z Rzeczpospolitej) powinno być przyparcie go do muru, czego się nie doczekaliśmy.

Podobnież wyglądają poglądy Perle odnośnie drugiego typowego wątka, jakim jest stosunek do ONZ.  Jakiż to propagandziści pokroju Pana Perle mają powód w mieszaniu z błotem tej organizacji (vide wywiad w Rzepie)?  Nie zgadniecie, ale Izrael ma tam słabe chody. Zostały tam przegłosowane około 3 tuziny rezolucji wzywających do powrotu granic z 1968 i inne o podobnie „antysemickiej” wymowie.  Izrael pogwałca (przy poparciu USA) więcej rezolucjii ONZ, niż pozostałe państwa tzw. Osi Zła, czyli Irak, Iran i Północna Korea razem wzięte.  Jak Zbigniew Brzezinski pisał w artykule w New York Times, powinno być poniżącym dla Amerykanów, iż jedynymi państwami głosującymi ostatnio razem z Izraelem i Stanami przeciwko rezolucji wzywającej Izrael do przestrzegania poprzednich rezolucjii była Mikronezja i Wyspy Marshalla.  Podobne „koalicje” występują w ONZ i innych organizacjach międzynarodowych często. Zabawne, tylko że nie śmieszy, szczególnie że nie spotkałem jeszcze Amerykanina, ktory słyszał o takich epizodach.  Ciekawe dlaczego?  Jeśli gdzieś w mediach jest dyskusja o opinii światowej na temat okupacji izraelskiej, to najczęściej sprawa jest posumowana z typową hutzpą – iż największym sojusznikiem USA na arenie międzynarodowej jest Izrael, gdyż głosuje razem z nami!

Jeśli mowa o ONZ to nie sposób nie wspomnieć o innym zasłużonym propagandziście pro-izraelskim, mianowicie William Safire.  Gość ma prawdziwego chyzia na punkcie ONZ, co drugi jego artykuł w New York Times zieje siarą na tę organizację, nawet teraz po przejściu na emeryturę.  Często też chwali przewagi „Szarika”, jak pieszczotliwie nazywa i dumnie chwali się z bycia na ty z Szaronem, byłym zbrodniarzem wojennym z Sabra i Shatila, obecnie premierem Izraela.

Głosów wzywających do wyciągnięcia głowy z piasku i stawieniu czoła terroryzmowi i innym problemom świata bazując na uczciwej analizie rzeczywistości nie brakuje (sugerowana lektura - list 40 byłych amerykańskich ambasadorów: www.ifamericansknew.org/us_ints/p-60us.html ).  Prawdziwym problemem jest zmowa milczenia w amerykańskich mass mediach, których olbrzymia większość (pod względem audiencji) należy do 5 konglomeratów. Kontrola nad tym co wie o świecie przeciętny amerykański oglądacz jest więc coraz łatwiejsza. Kto też może być właścicielem tych mediów?  http://www.realnews247.com/who_rules_america_updated_2004.htm (Uwaga - to jest to strona skrajnej, antysemickiej organizaci białych suprematystów, ale dane tam podane to sprawdzalne fakty).

Media amerykańskie ponoszą wielką współodpowiedzialność za iracką katastrofę, gdyż bezkrytycznie wprzęgły się w propagandę wojenną, co wielu dziennikarzy przyznaje poniewczasie (przykład – wstępniak New York Times z maja 2004).

Tradycyjnym obowiązkiem mediów, nie tylko amerykańskich, jest krytyczne analizowanie poczynań władz i stawianie niewygodnych pytań „ekspertom”.  Tego zabrakło w wywiadzie z Richardem Perle, opublikowanym w Rzeczpospolitej (i Kurierze).

Jerzy Patoczka, New Jersy, USA 2005